korony

Głowę unosi do koron drzew

Ozdobą ludu

I łzami

Dłońmi osłania, otula

Wzrokiem poskramia

Ona …

Na włosach spiętrzają się korony z traw

Ona czułością pięknością lat

Czasem cudowną splecioną krwią

Powstała z myśli i wielu łez

W bólu stworzona

Uwalnia od niego…

P U S T K A

Chcę mi się płakać. Jestem pusta w środku i zewnątrz. P U S T K A przebija się. Karmi się moim imieniem. Roznosi mnie pragnienie. Zastępowałam wszystkim to, byleby tylko nie pragnąć. Jedyne co czuję to smutek. Przeogromny. Osiągnęłam nic z wszystkiego. Zbudowałam na fundamentach kłamstw samą siebie. Pustą. Zbudowałam cień swojego życia. Zaczęłam nim żyć i pozostanę do końca w pełni pusta. Z bólem przegryzając wargi, tylko nieszczęście staje na drodze. Krew przedziera się przez zęby. Syczy tętniąc potężnymi pulsacjami. Bulgocze parzona wytryskiem. Wypełnia mi płuca. Oczyszcza je z kłamstwa. Duszę się trzymając się nóg. Byleby nie upaść niżej niż jestem.

***

*

Utknęła głowa

między drzwiami

Które już tylko

poklaskują

W rytm tętniącej z żył

krwi

*

Zauroczona

uśmiechem twym

spętana sznurami

z pocałunków wielu

jedzona z milisekundy

w godzinę

pragnę trwać

przy twoim płytkim oddechu

*

Bezczelność

*

porozbiegane oczy

na każdego z nich

krwawią

wydostając się z oczodołów

chcą widzieć wszystko

to co jest przeźroczyste

jak myśli porozkładane

na kostkach

przed blokiem

*

Mylę się, błądzę. Zawsze raniąc samą siebie.

Jestem sadomaso. Uwielbiam cierpieć. Rozpruwać sobie żyły dla innych i czerpać korzyść z tego, że skaczą po nich. Oni robią z moich żył skakankę. Podskakują uśmiechając się bezczelnie.

Mogłabym przepraszać wiecznie, ale to nie wróci czasu i cierpień. Nie cofnie czasu ani źle wypowiedzianych słów. Przeżeram się swoją złością, błędami i złymi decyzjami. Przepraszam już niczego nie zmieni.

*

Przeskakują literki po ekranie. Nie wiesz jak to jest… Idealnie wiem. Skóra pęka już w ustalony rytm. Łzy ulatują, już po raz milionowy wszystko rozpada się na cząsteczki pierwsze.

Nic nowego nic starego.

Boli co raz bardziej…

Cierpienie?

*

Ciągle się oszukuję i łudzę.

Na każdym kroku. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby nie otaczali mnie ludzie, którzy karmią mnie tą obłudą. Wypychają moje usta codziennie większymi kłamstewkami, historiami i innymi głupotami. Trawię to. Dalej nie rozumiem jak mogą się tak bawić mną i innymi ludźmi. Szczerze wkurza mnie to. Przegryzam wargę. Moje nieszczęście bierze się stąd, że za dużo myślę. Do tyłu biegnę, idąc na przód. Topię się w łyżeczce jego śliny, szczęśliwa, że to jego ślina nie kogoś innego.

Tak bardzo wkurza mnie romantyczna gadanina z jej ust. Wiem, że niedługo będzie nowszy i lepszy, a tego rzuci w kąt jak starą szmatę.

Ja ciągle byłam nieszczęśliwa, ona karmiła się szczęściem innych.

Już zawsze będę głodna

&

Pierwszy i ostatni

Szybko zaczyna się akcja. Jeden pocałunek w tą czy we w tę.

*

Nie widziałam jego twarzy. Ciągle odwracał wzrok, gdy coś mówił. Energicznie poruszał rękami, był pobudzony. Ale niestety nie widokiem mojej twarzy. Szybko przelotnie rzucał mi spojrzenia. Czasami zahaczał jednym okiem o sekundę dłużej. Robił to od niechcenia. Zerkał, bo wiedział, że tak wypada. Wieczorem zaczął jeść moje sumienie. Aż do cna. I podobało mi się to. On mi się podobał. Pragnął mnie na każdy możliwy sposób. Spał obok. Lekko. Wtulona w niego zapominałam o każdym strachu. Spał. Co jakiś czas budząc mnie gorącym pocałunkiem. Niestety to po raz pierwszy i ostatni

*

30 sekund

utracone dwa słowa

w 30 sekund

kocham

cię

 

*

Potrafię oddzielić to co dla mnie dobre od tego co wydaje się być dobre. To mnie ratuje. W szczególności pozwala mi oddychać.

Mimo okropnego bólu każdego skrawka ciała dalej myślę logicznie. Rozpadam się na części pierwsze, ale powoli odzyskuję samą siebie…

W I N D A stop

 

To coś okropnego.

*

Czujesz coś?- patrzę. Czekam na odpowiedź i wiem czego nie chcę usłyszeć. Dech lekko zamiera. TAK. Nie usłyszę tego dziś ani nigdy.

Dobrze wiesz co. – Jego skóra zaczyna drzeć. Wiadomo czego chce i jak to dostanie.

*

Śmieję się samej sobie w twarz. Jak mogłam? Nie wiem. Czuję już tylko poczucie winy, które ciągnie mnie windą na sam dół. Na najniższy rożen w piekle. I najgorsze jest to, że ona zjeżdża coraz niżej bez żadnych ograniczeń.

 

A może kiedyś się zatrzyma na jakimś piętrze i ogarnę to czego potrzebuję. Straciłam już wszystkich, których mogłam. Ocieram łzy, szorstka skóra wydaje się drżeć. Umieram? Nie, ja dopiero zaczynam żyć.

Czyjeś, ale na pewno nie moje

*

czuję niedosyt

twojej osoby

szkoda tylko

jednej nocy

poznania owocu

gryzionego przez stado

os

*

Chciałabym wreszcie pokochać osobę, która jest wolna. Osobę, która odda mi się na 100%. Nienawidzę czekać. Nienawidzę życia w niepewności, a po raz kolejny sama sobie załatwiam taką sytuację. Może powinnam pozwolić płynąć temu do przodu. Ale boję się, że moje oczekiwania posypią się znowu. Straciłam już kolejną osobę. Czy kolejna strata nie skończy się czymś złym dla mnie?

*

Nie cierpię poczucia winy, które wżera się w krew, w tkanki, w płuca. W każdą możliwą część mojego ciała. Co raz głębsze pocałunki, więcej, głębiej brnę w to. Poczucie winy krzyczy w e mnie. W i e m. Robię źle i dobrze mi z tym. Oszalałam na punkcie swojej głupoty. Zajadam się czyimś językiem. Grzeszę. Czy to wszystko jest warte tej chwili?

Dym

*

Kończyłam palić papierosa. Wiatr rozwiewał moje włosy. Byłam zmęczona, spragniona widoku jego twarzy. Ale po raz kolejny nie mogłam dostać tego co chcę. Zawsze. Niby zdarzyło się wiele, ale wciąż bez zmian.

*

Straciłam najlepszego przyjaciela. Po raz kolejny. Boli bardzo i nie potrafię się z tym pogodzić. Biegnę przez tłum ludzi, którzy coraz gęściej stykają się łokciami. Przepycham się. Ciągle nieustannie przed siebie mimo przeciwności.

Odchylam głowę

Czuję posmak jego ust

Dym spowalnia puls

 

Poczucie winy syczy

Karmione tysiącami pokus

I wszystkie spełnione tylko z nim

*