Chcę być wreszcie niczyja!

Przelała się szala goryczy.

Muszę wypić te wino, które sama sobie polałam. Przyznaje się do tego, że zakończyłam to co było nieuniknioną klęską. Poległam jako dziewczyna. Jako kobieta. Jako człowiek. Zraniłam, skrzywdziłam, okłamałam, zrobiłam to co chciałam i to na co miałam ochotę.

Ja – niczym karta przetargowa. Ich dwóch. Wszystko potoczyło się szybko, ale jakże boleśnie. Było mi niedobrze. Nie mogłam na siebie patrzeć. Mimo to, że zrobiłam to co chciałam zrobić już od dawna to bolało. A ja po prostu chciałam być szczęśliwa. Ale znowu źle wyszło. Noc nadchodziła szybko, chciałam by mnie pochłonęła.

Chciałam być tylko niczyja. A raczej chcę być niczyja. Chcę być własnością samej siebie a nie kogoś, a tym bardziej faceta, który swoje pobudki egoistyczne stawia ponad mnie i moje potrzeby. Muszę być silna.

Przeprosiłam. Chociaż tak bardzo bolało to co mówił.

*

Łzy zakrywały jej twarz niczym szal. Była chłodna. Na zewnątrz i wewnątrz. Była niczyja. Płakała, bo czuła nieustający ból przepełniający jej serce. Tak wreszcie je odzyskała. Ale jakim kosztem…  Szkoda, że pamięć nie dawała jej spokoju. A poczucie winy dźgało po żebrach niczym ostrza. Nic nie liczyło się oprócz chwili, w której trwała.

*

Chciałam go kochać całym sercem. Chciałam zrobić dla niego wszystko. Ale tylko chciałam, a nie potrzebowałam. Nienawidzę samej siebie przez to, że po raz kolejny kogoś zawiodłam, bo nie potrafiłam go szczerze kochać. Przyjęłam na przysłowiową klatę całą prawdę i ból. Nie potrafiłam już być jego… Po prostu nie chciałam takiego życia. I dalej nie chcę.

Wypaleni zakochani

Moja szklana kula chyba już nigdy nie będzie taka sama. O ile w ogóle będzie jeszcze istnieć.

Ręka zaczęła się goić. A raczej zaczyna. Nowo powstały tatuaż jest początkiem nowego, lepszego życia. Mam taką nadzieję.

*

My, nowo nieszczęśliwy zakochani

Zagubione sarny w lesie

My, nieznani obcy ludzie

Połączeni językiem ciał

Gaśniemy na galaktycznym sklepieniu

Trwając w niebieskich płomieniach

Z utęsknieniem czekając na ból płonących ciał

My,  bryły pozłacanego lodu

Od wieków…

*

Moje nowe i niepotrzebne hobby – zamartwianie się

*Zamartwiałam się wszystkim. Zarówno moimi egzaminami i tym, że nie będę wstanie pogodzić się z niezaliczeniem ich albo że nie starczy mi czasu, by powtórzyć wszystko. Czas jest tym czynnikiem, który mnie ogranicza. Właśnie teraz mijają mi bezpowrotnie ponoć najlepsze lata, chwile, minuty życia. Czy tak je odczuwam? Niestety nie. Wcale tak tego nie czuję. Dni mijają mi powolnie. A ja dalej zamknięta w cyberprzestrzeni, zamknięta w bańce, ale tym razem już sama. Tym i każdym razem. Przyłapuję się na tym, że zamartwiam się codziennie. Bez jakichkolwiek przyczyn czy sensów. Robię to. Mimowolnie, ponieważ to część mojego życia. Moje nowe i niepotrzebne hobby. Smutek w mych oczach pochłania je i sprawia, że szarzeją, tak samo jak wizje w mych snach.

Zamartwiam się swoim związkiem, swoimi uczuciami, które skrajnie zmieniają się z dnia na dzień. Swoimi lękami i tym, że czas minie mi tak szybko, że na karku stuknie mi czterdziestka. Wizja mnie, dzieci i jego w utkanej z marzeń bańce, która zupełnie nie zgadza się z moimi młodzieńczymi marzeniami zamyka nas i ściska jak pas raz po raz dusząc każde z nas. Będą goniły nas terminy, rachunki i kredyty. Moja praca będzie ucieleśnieniem XXI wieku, nużąca biurowa taka która pozbawi mnie duszy i każdej z jej elementów. Pozbawi mnie wierszy, weny, miłości, odczucia i współczucia. Zacznie niszczyć z dnia na dzień moją wizję idealnego dla mnie świata. A potem zapomnę kim chciałam być i kim mogłam być.

I to się stanie z zamknięciem moich powiek. Jak czar. Szybko i bardzo boleśnie.

*

Ulatywanie

Coś ulatuje bezpowrotnie

A ja nie mogę tego uchwycić

I utrzymać u sobie

Znika niczym obrazy w głowie

Uczucie

Tak szybko przestaje pulsować krew na widok jej twarzy

Unikają się….

 

Przytłacza mnie wizja życia, gdzie ty sobie ja sobie. Żyjąc oddzielnie pod jednym dachem, wydziobujemy sobie wątroby. Szczęśliwie płacząc po kątach, udając że umiemy grać…

Polany leśne – niespełnione może być spełnione?

 

Widziałam połacie wyciętych polan leśnych, które starały się obronić. Pod połaciami widniała brązowo ruda dziewicza ziemia. Ona płakała. Wycięte fragmenty runa leśnego były niczym w porównaniu z kolejnym widokiem, który ujrzały moje oczy. Zesmutniałam. Kilka metrów dalej leżały obalone wielkie korony drzew, a ich pnie były doszczętnie połamane. Jak człowiek tak bardzo mógł się stoczyć? Zaraz po tej scenie widoczna była usypana górka piasku, żwiru i innych materiałów w drogę. Niedługo droga ta miała być dosyć sporym objazdem wokół mojego rodzinnego miasta i kilku większych miast. Westchnęłam. Tak czy siak wytną kolejne połacie lasu, może nawet hektary a ja dalej będę zapatrzona w naturę jak w najpiękniejszy obraz.

Wracam do książki. Czytam o tych magicznych istotach i wcale nie jest mi lepiej. Czytanie cudownych i przenikających moje myśli książek powoduje u mnie mdłości. A raczej lęk, przed tym, że zawsze będę w takim miejscu i położeniu jakim jestem nieszczęśliwa, brzydka i niespełniona. Lęk przed tym, że nie napiszę własnej książki i monotonność każdego dnia przeraża mnie. Do tej pory wszystko rozbijało się niczym szklanka o ziemię. Szybko i na stałe.

Robi mi się niedobrze na myśl o nadchodzących dniach. Badania, sesja, tatuaż. Jedynie tatuaż w tym wszystkim wydaje się być ciekawy i „miły”. Chciałabym zmienić coś w swoim życiu, tak aby ta zmiana dała mi szczęście nawet małe.

Tęsknota to zdradziecka MAŁPA

Często jest tak, że tęsknimy za kimś kto nie zasłużył. Ten ktoś przeważnie oddalił się od naszego życia, zranił nas bądź po prostu zniknął pozostawiając ogromną lukę i smutek. Są takie momenty w życiu, że przypominamy sobie ową osobę i nieustannie myślimy „A może powinnam/powinienem ponownie do niej się odezwać i wybaczyć jej”? takie chwile trzeba szybko ucinać mówiąc sobie jedno wielkie NIE. Nie ma tych osób w naszym życiu nie bez powodu. Po prostu nie czuliśmy potrzeby, żeby były one obecne w naszym doczesnym życiu i byliśmy gotowi od tak zakończyć chorą znajomość z troski o własne dobro. W tym przypadku egoizm to dobra zaleta… Ale wracając do tęsknoty, to trochę dziwne, że człowiek odczuwa ją do takich właśnie osób. W momentach trudnych i ciężkich, kiedy jednak ta osoba wydaje się potrzebna. To tylko chwile, czasem warto obudzić się w czas z letargu, by nie żałować powrotu do starych przyjaciół… Którzy oszukiwali, ranili i zdradzali na każdym kroku.

Tęsknota równa się z bólem i głupotą.

W przypadku miłości – potrzebą drugiego człowieka i prawdziwym uczuciem.

Sama samotność

*

Kula pękała już z wielu stron. Chodziłam jak oparzona z taśmą klejącą i nożyczkami, mając nadzieję, że uda mi się uratować to co już zostało rozwalone. Śnieg zasypał już wszystkie drogi. Ja ciągle tworzyłam swoje. Ale widocznie już za późno na ratowanie tego co zostało utracone. On już dawno został pochłonięty przez śnieg. A chciałam wpuścić go do swojej kuli, by nie być sama. Niestety znów jestem sama.

*

Pęknięcie

*

Znowu kłótnia o to samo. Ciągle mu coś we mnie nie pasuje. Nikt nie kazał mu ze mną być. Boli go to, że jestem taka czy jak? Sama już nie wiem co zrobić.

Coraz bardziej się od siebie oddalamy.

*

Śnieg zasypał już całą drogę. Nie widać go. On też nie widzimy mnie. Wiem to. Zamykam się w domku i rozpalam ogień. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wyjrzałam przez okno. Śnieg padał coraz mocniej. Czuję ból. Po policzkach spływają mi łzy. Oddaliliśmy się od siebie już na zawsze… Chyba, że kiedyś znowu pęknie kula śnieżna. A to niedługo nadejdzie. Przez okno zauważyłam, że na kuli znajduje się niewielkie pęknięcie. Już blisko.

*

Piach

CZĘŚĆ II

*

Przesypuje się piach między palcami. On już odchodzi. Szybko i bezpowrotnie. Bo nie chciałam ulec pokusie. Ach… Słodkie jest ciało ludzkie nietknięte grzechem. Pierwsze, świeże i nieskalane złą myślą. Ale on chciał to co już dawno zostało przeznaczone komuś innemu. Usypał górkę z piasku, który już nie był jego. Wetknął palce w nie swoje włosy. We włosy kobiety zniewolonej cudowną i pełną miłością. W jej kuli nie ma piaski. A są opuszki śniegu, które delikatnie drapią twarz. Piach parzy w dłonie. Mimowolnie wyrzucam piach z uścisku. Pozwalam mu przelatywać przez chude palce. Niech leci. I tak kiedyś wiatr znowu zagranie go w jej stronę.