Pęknięci

*

Znowu kłótnia o to samo. Ciągle mu coś we mnie nie pasuje. Nikt nie kazał mu ze mną być. Boli go to, że jestem taka czy jak? Sama już nie wiem co zrobić.

Coraz bardziej się od siebie oddalamy.

*

Śnieg zasypał już całą drogę. Nie widać go. On też nie widzimy mnie. Wiem to. Zamykam się w domku i rozpalam ogień. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wyjrzałam przez okno. Śnieg padał coraz mocniej. Czuję ból. Po policzkach spływają mi łzy. Oddaliliśmy się od siebie już na zawsze… Chyba, że kiedyś znowu pęknie kula śnieżna. A to niedługo nadejdzie. Przez okno zauważyłam, że na kuli znajduje się niewielkie pęknięcie. Już blisko.

*

Piach

CZĘŚĆ II

*

Przesypuje się piach między palcami. On już odchodzi. Szybko i bezpowrotnie. Bo nie chciałam ulec pokusie. Ach… Słodkie jest ciało ludzkie nietknięte grzechem. Pierwsze, świeże i nieskalane złą myślą. Ale on chciał to co już dawno zostało przeznaczone komuś innemu. Usypał górkę z piasku, który już nie był jego. Wetknął palce w nie swoje włosy. We włosy kobiety zniewolonej cudowną i pełną miłością. W jej kuli nie ma piaski. A są opuszki śniegu, które delikatnie drapią twarz. Piach parzy w dłonie. Mimowolnie wyrzucam piach z uścisku. Pozwalam mu przelatywać przez chude palce. Niech leci. I tak kiedyś wiatr znowu zagranie go w jej stronę.

KULA ŚNIEŻNA

*

Coś po części ich rozdzielało. Ona zamknięta w swoim świecie marzeń. Śniła o byciu silną i niezależną. Była sobą. Wkurzało ją to, że ludzie potrafią skupić się na bezsensownych zachciankach. Tylko na seksie czy innych tylko jednostronnych rzeczach. To obrzydliwe. Bolało to ją. Jak sam fakt ludzkiego istnienia. Odgarniała włosy ze swojego czoła. Widziała jak ludzie patrzą się na nią. Ale uznała to za nieważne. Zamknęła się bezpiecznie w swojej śnieżnej kuli. W kuli, która stała się jej domem. Czasem tak bardzo pogrążała się w swoich wyobrażeniach, że nie zwracała uwagi na innych. I wcale nie chodziło o to, że ich nie kocha i nie szanuje. Wręcz przeciwnie. Ale to, że kiedyś wydostała się ze swojej kuli pękając środek jej szkła było złem wcielonym. Została szybko wyschnięta i rozbita na małe cząsteczki. Pochłonięto śnieg z kuli i zrównano ją z ziemią. To nie mogło się znowu stać. Nie mogła na to pozwolić. Dlatego szybko stworzyła (pozbierała w całość) swój dom, rozpętała w nim burzę śnieżną i leżała rozpostarta przed kominkiem, w którym iskrzyło się. Uśmiechnęła się do siebie po czym otworzyła notatnik i pisała. Wyobrażała sobie różne obrazy, tworzyła nowe wiersze i wiedziała, że już na zawsze będzie bezpieczna. Nagle kula śnieżna przechyliła się. Uderzyła tyłem głowy w sporą kanapę obitą białymi materiałami. Cholera powiedziała. Nagle siedziała na zajęciach pochłonięta rutynowym życiem, które wyjadało jej duszę niczym robak najpiękniejsze jabłko. A pragnęła tylko burzy śnieżnej, kominka i domu, który dawał jej wszystko.

Rozkrojona na dwie duszy

Podzielona na części

Głodna najedzona zarazem

Wypełniona pustym słowem

Wesoło smutna i ciężka….

Spełnienie

Przemyślałam sobie wszystko. To, że jednak chciałabym zdać te studia. To, że jednak chce coś zmienić w swoim życiu. I to nie siebie, a swoje życie. Stwierdzając, że jest bardzo nudne motywuje się do działania. 

Niestety nauka dalej mi szła kiepsko. Może dlatego, że geologia moją ulubioną nauką nie była. Zaczęłam więc wierzyć w to, że jak bardzo się postaram uda mi się zaliczyć tą sesję. Pomijając problemy w geologii i chemii. Nie dawało mi to spokoju. To, że mogę czegoś nie zaliczyć. Zrywało mnie w nocy z łóżka i nie dawało normalnie spać.

Ale cieszyłam się tym, że byłam z nim. I że jestem. Już rok razem. Chciałabym już zawsze budzić się w jego ramionach. A zamiast tego męczę te zeszyty i laptop… trochę mnie to zniesmacza. Zniewolenie umysłu zbędnymi rzeczami…

Ty jak ocean pełny spokoju

Wzburzony nad ranem pragnący muskać moje włosy…

Kochaj mnie kochany

Codziennie bez przerwy… Proszę.

*

Wysiadam

*

Otacza mnie śnieg. Leżę na pełnej górce śnieżnych kulek. Nic nie czuję. Żadnego bólu ani chłodu, mimo że śnieg zakrywa mi już szyję. Duszę się. Ale skoro nic nie czuję to nie potrzebuję powietrza. Po prostu wegetuję. Bez głodu, bez uczuć, bez bólu. Bez siebie samej.

*

Niepotrzebna

Żyłam już tylko myślą, że kiedyś coś się zmieni i będzie lepiej.

Że będę wstanie wreszcie spełnić swoje marzenia i żyć pełną piersią. Ale to bujda. Zawsze będzie towarzyszył mi strach i lęk przed codziennością i szczęściem. Prześladowało mnie to. Boję się. Nie wiem sama czego. Nie miałam od nikogo wsparcia. Najbliżsi wspierają bardziej obcych niż mnie. Nie istnieję. Jak powietrze. Jestem niewidzialnie niepotrzebna nikomu.

Cywilizacja

*

Postawić stopę na nieznanej ziemi
Nowej
Nietkniętej zarazą jedną
„cywilizacją”
Na łonie matki ziemi się położyć
I spać otulony kocem leśnych drzew i traw
Słuchając odgłosu wody szumiącej w strumieniu…

*

Moje miejsce na ziemi, mój własny raj

Moje miejsce na ziemi. Mój dom w niewielkim mieście. Daleko od zgiełku i chaosu wielkich miast. Z dużym podwórkiem i spokojem. Z gwarancją cudownego lata pod chmurką na hamaku. Z gwarantowaną pełnią szczęścia i słońca. Zamykam oczy i nie mogę się tego doczekać.

*

Widzę go. Na placu defilad. Stoi tam. A nie to nie on. Ma taką samą fryzurę, ale odwraca się i na szczęście to nie on. To dobrze- pomyślałam. Ale i tak szkoda, bo moja głowa już wyobraża sobie jego twarz. Wracają wspomnienia, które nie dają spokoju. Cholera. Odwracam wzrok. On. Mój pierwszy prawdziwy chłopak. Raczej krótkie zauroczenie niż miłość. Śnieg. Zima. Wzdycham. Dlaczego pamięć ludzka pamięta tyle rzeczy? Boli mnie wspomnienie jego twarzy. To niemiłe. Wszystko zlepia się w jedną całość. Ach…

Na szczęście podjeżdża mój autobus. Pakuję walizkę w bagażnik, potwierdzam swój bilet i zajmuje pierwsze wolne miejsce.

-Przepraszam czy obok pani jest wolne?- pytam młodą kobietę.

-Tak proszę bardzo.- odpowiedziała biorąc swoją torbę na kolana. Uśmiechnęłam się i podziękowałam. Szybko zapominam o nim. Zamykam oczy i zasypiam…

*

Wspomnienia często pozwalają wydobyć to co z nas najlepsze. Ale również są ciężkie. Szczególnie te, które zmieniają nasz charakter albo łamią nas. Przełamują na pół jak cieniutki patyk.

A ja powróciłam do swojego raju. Do raju, w którym mam spokój. Chociaż większość wspomnień to złe obrazy w mojej głowie to dobrze tu wracać. Bo cisza daje mi natchnienie na coś nowego… Kocham to.

Jabłko

Wyjąwszy z torby jabłko obejrzałam je z każdej strony. Było poobijane i miejscami zmarszczone. Wyglądało jak twarz boksera, który jest na emeryturze. Nieładnie. Ale to nic. Sięgnęłam po nóż, by je przekroić. W środku wyglądało normalnie. A ten smak. Smakowało bardziej jak gruszka. Jak wielka gruszka muśnięta słońcem, zerwana prosto z drzewa. Niesamowite.

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie należy oceniać po wyglądzie…