Pierwszy i ostatni

Szybko zaczyna się akcja. Jeden pocałunek w tą czy we w tę.

*

Nie widziałam jego twarzy. Ciągle odwracał wzrok, gdy coś mówił. Energicznie poruszał rękami, był pobudzony. Ale niestety nie widokiem mojej twarzy. Szybko przelotnie rzucał mi spojrzenia. Czasami zahaczał jednym okiem o sekundę dłużej. Robił to od niechcenia. Zerkał, bo wiedział, że tak wypada. Wieczorem zaczął jeść moje sumienie. Aż do cna. I podobało mi się to. On mi się podobał. Pragnął mnie na każdy możliwy sposób. Spał obok. Lekko. Wtulona w niego zapominałam o każdym strachu. Spał. Co jakiś czas budząc mnie gorącym pocałunkiem. Niestety to po raz pierwszy i ostatni

*

30 sekund

utracone dwa słowa

w 30 sekund

kocham

cię

 

*

Potrafię oddzielić to co dla mnie dobre od tego co wydaje się być dobre. To mnie ratuje. W szczególności pozwala mi oddychać.

Mimo okropnego bólu każdego skrawka ciała dalej myślę logicznie. Rozpadam się na części pierwsze, ale powoli odzyskuję samą siebie…

W I N D A stop

 

To coś okropnego.

*

Czujesz coś?- patrzę. Czekam na odpowiedź i wiem czego nie chcę usłyszeć. Dech lekko zamiera. TAK. Nie usłyszę tego dziś ani nigdy.

Dobrze wiesz co. – Jego skóra zaczyna drzeć. Wiadomo czego chce i jak to dostanie.

*

Śmieję się samej sobie w twarz. Jak mogłam? Nie wiem. Czuję już tylko poczucie winy, które ciągnie mnie windą na sam dół. Na najniższy rożen w piekle. I najgorsze jest to, że ona zjeżdża coraz niżej bez żadnych ograniczeń.

 

A może kiedyś się zatrzyma na jakimś piętrze i ogarnę to czego potrzebuję. Straciłam już wszystkich, których mogłam. Ocieram łzy, szorstka skóra wydaje się drżeć. Umieram? Nie, ja dopiero zaczynam żyć.

Czyjeś, ale na pewno nie moje

*

czuję niedosyt

twojej osoby

szkoda tylko

jednej nocy

poznania owocu

gryzionego przez stado

os

*

Chciałabym wreszcie pokochać osobę, która jest wolna. Osobę, która odda mi się na 100%. Nienawidzę czekać. Nienawidzę życia w niepewności, a po raz kolejny sama sobie załatwiam taką sytuację. Może powinnam pozwolić płynąć temu do przodu. Ale boję się, że moje oczekiwania posypią się znowu. Straciłam już kolejną osobę. Czy kolejna strata nie skończy się czymś złym dla mnie?

*

Nie cierpię poczucia winy, które wżera się w krew, w tkanki, w płuca. W każdą możliwą część mojego ciała. Co raz głębsze pocałunki, więcej, głębiej brnę w to. Poczucie winy krzyczy w e mnie. W i e m. Robię źle i dobrze mi z tym. Oszalałam na punkcie swojej głupoty. Zajadam się czyimś językiem. Grzeszę. Czy to wszystko jest warte tej chwili?

Dym

*

Kończyłam palić papierosa. Wiatr rozwiewał moje włosy. Byłam zmęczona, spragniona widoku jego twarzy. Ale po raz kolejny nie mogłam dostać tego co chcę. Zawsze. Niby zdarzyło się wiele, ale wciąż bez zmian.

*

Straciłam najlepszego przyjaciela. Po raz kolejny. Boli bardzo i nie potrafię się z tym pogodzić. Biegnę przez tłum ludzi, którzy coraz gęściej stykają się łokciami. Przepycham się. Ciągle nieustannie przed siebie mimo przeciwności.

Odchylam głowę

Czuję posmak jego ust

Dym spowalnia puls

 

Poczucie winy syczy

Karmione tysiącami pokus

I wszystkie spełnione tylko z nim

*

Deszcz

Deszcz spływał po policzkach. Wszystko było mi jedno. Opadał bezlitośnie na twarz.

Dzwonię. Słyszę głos swojego przyjaciela, ale to nie pomaga. Deszcz dalej padał. Ciągle. On zmył twarz z moich pocałunków, a ja zmywam makijaż. Tylko tyle umiem teraz zmyć.

Zmywam.

Boli mnie ręka. To dobrze. Trochę pozwala zapomnieć o tym co teraz zawala mi głowę.

Nie wiem co myśleć. Nie muszę nic mówić nic czuć. Nie muszę nawet istnieć chociaż na chwilę.

Przepaść

*

Między nami była nieznacząca nic przepaść, ale oboje w nią wpadamy.

 

Wizja kolorowych sznurków na ścianie

Z latającymi imionami

Które kiedyś coś potrafiły mówić

Teraz już tylko poruszają ustami

I wołają mnie jak gdybym

Jeszcze umiała cokolwiek widzieć

Zabija mnie

Jak obojętność twoja do krwi

co krąży w pustce mego ciała

*

Nie umiem już logicznie myśleć. Wszystko co czuję kumuluję się w jedno. W niekończącą się porażkę, ból, smutek, nienawiść. Zagłębiam się w tym i kalkuluję. Dlaczego tak roztrzaskałam swoje życie? Czemu postąpiłam tak a nie inaczej?

Może mam szansę to jeszcze naprawić…

*

Skóra jej pachniała owsem i kwiatem polnym. Była piękna, ale nie tak jak każda. Bijące z niej światło oślepiało mój wzrok, gubiłem się. Zapominałem, że to ja jestem jej władcą. Ona rządziła moją duszą i pętała mi nogi swym umysłem. Chciałem jej. Pragnąłem nad życie. Ona była obok a jak gdyby zupełnie na innym firmamencie. Stykają się dusze nasze w romantycznym uniesieniu dłoni. W oczach zamknięty miała ocean, szumiące morze pełne słonych łez nieba. Kim ona była? Co robiła ze mną? Widziała we mnie potwora, który kazał mi ją zamknąć. Zrobiłem to. Zamknąłem jej obraz w umyśle. Nagiej, mojej,cudownej. Takiej niczyjej zarazem. Pragnąłem już tylko jeść jej dusze garściami. Plotłem z jej włosów swój uśmiech. Mógłbym oddychać jej powietrzem… Gdyby tylko potrafiła mnie kochać.

*

Sen

*

Znowu żyję snem, ale jest tak piękny, że nie chcę się z niego budzić.

*

Zabieramy sobie tylko chwilę

W rozkoszy

By zanurzać się w naszych ciałach

Na dwa krótkie oddechy…

*

Odchodził tak szybko. Dotykał mojej duszy tak często. Myślałam, że śnie. A najgorsze było to, że naprawdę spałam.

za dnia nie oddycham bez ciebie

nocą zaś przestaje oddychać z Tobą…

*

Nie potrafię normalnie funkcjonować. Dzieją się najgorsze chwile mojego życia, które tak bardzo ciągną mnie w dół. Boję się przepaści, która sama stworzyłam z wielką pomocą innych.

Ból

Udawanie już przestało mieć znaczenie. Skoro i tak na nikim wrażenia nie robi to co czuję, bo jakby nawet robiło to i tak nie miałoby to żadnego znaczenia.

Źle się czuję. O ile można tak delikatnie to nazwać. I uwierzcie mi staram się uczyć, skupić na czymś ważnym, ale nie potrafię. Chciałabym tylko leżeć i nie myśleć o niczym. Ostatnimi czasy nauczyłam się nie myśleć. A to było bezboleśnie cudowne.

Sama wbijam sobie szpilki w płuca. Zapominam wspominając. Ale już bez żadnych uczuć.

Za to bolało mnie co innego. I ciągle boli.

Oczekiwanie – jedna wielka niewiadoma

25.08

Czekałam za nim jak za dniem, który miał nigdy nie nadejść. Pragnęłam poznawać  go bardziej i bardziej. Jeść z jego rąk. Ale nie kontekstem miłosnym. Zaintrygował mnie, rozpalił żądze ciekawości. A teraz nie nadchodził. Zawsze tak jest i było. Trochę bolało. Myślałam, że znalazłam bratnią duszę ot tak, ale zapomniałam, że nie ma niczego za dramo.

Nie chciałam spać, bo wiedziałam że znowu ujrzę jego twarz. Był to bolesny widok.

Nie nadejdzie. Jestem tego pewna. Czekam, ale godziny się dłużą a czas wcale się nie cofa. Mija bezpowrotnie.

Gdybym czekała za Tobą

Zegar oszalał by

I wykrzykiwal imię twoje

Cierpiałaby każda sekunda

Głodzona widokiem twej twarzy

Nie znając Cię

 

Szybko rozwala mi się humor. Tracę nadzieję na coś naprawdę prawdziwego. Wszystko znów było bezpłciowe i nijakie.